3 września 2014

Half Moon nails by Essie.

Witajcie:)

Na początek postanowiłam zapodać długi i z pewnością nie paznokciowy wstęp . Kto nie chce czytać, tego zapraszam od razu do zdjęć :).
Właśnie zakończyłam proces kiszenia kapusty. Niby nic takiego. Moja jest w wersji imbirowej oraz w wersji chilli. I o to chilli właśnie chodzi. Dłonie i skórki są nieco zmasakrowane. Dodam, że jako życiowa sierota, tuż po tym, jak skończyłam siekać papryczki oczywiście zaczęłaś się dusić. Po czym, wpakowałam sobie palucha w oko. Ciekawe doświadczenie, choć raczej nie polecam testowania tego na własnej skórze. Co do skóry to dłonie piekły mnie ponad godzinę :)
Ale żyję, mam się dobrze a na jesień i zimę jestem już przygotowana. Ogórki też już ukisiłam, w sumie jeszcze mam zamiar buraki ukisić. I coś tam jeszcze w tej kuchni pewnie zrobię, zobaczymy :)


Wracając jednak do tematu. Jest to mój pierwszy Half Moon nadający się do publikacji. Niestety. nie jest idealny.Na zdjęciach widać już wysuszone skórki oraz starte końce, nie mniej jednak samo połączenie kolorystyczne tak bardzo mi się spodobało, że postanowiłam je dzisiaj opublikować. Przez to jednak, że dłonie moje nie nadają się do pokazywania, postanowiłam zrobić jeszcze jedno mani dla Patrycji (w tym tygodniu kolorem przewodnim jest czerwień, więc jak tu sobie odpuścić) i zacznie się akcja regeneracja. Jeśli pojawi się jakiś post, to z pewnością z zaległym zdobieniem. Więc już teraz przepraszam za wgląd dłoni w tym oraz kolejnym poście .


Bohaterami dzisiejszego postu są dwa piękne i z pewnością wszystkim bardzo dobrze znany lakiery Essie, mianowicie mowa tu o Fiji oraz In The Cab-Ana.
Piękne, letnie kolory, które w dodatku cudnie razem wyglądają. Chętnie podzielę się z Wami moją opinią na ich temat :)


Fiji to piękny (tak, wiem powtarzam się ) bardzo rozbielony róż. Elegancki, pasujący chyba każdej kobiecie, o każdej porze roku. Podejrzewam jednak, iż jego urok najbardziej będzie widoczny przy opalonej skórze.



In The Cab-Ana, to cudny odcień błękitu z delikatną domieszką zieleni (na prawdę delikatną), myślę że śmiało można go nazwać turkusem idealnym :).
Przechodząc jednak do szczegółów:


  • wykończenie: oba lakiery to czyste kremy,
  • konsystencja: idealna. Nie za rzadka, więc lakier nie rozlewa się po skórkach. Nie jest też bardzo gęsta, więc nie mamy do czynienia z ciągnącym się glutem,
  • aplikacja: Fiji wymaga zdecydowanie większej uwagi podczas malowania. Wg mnie, jest bardzo podobny do Tart Deco. Czyli nieco smuży. In The Cab-Ana natomiast nakłada się bezproblemowo. Lakier idealnie pokrywa płytkę, nie tworząc smug. Nie pozostawia również nieestetycznie wyglądających pociągnięć pędzelka
  • krycie: Fiji: kryje po dwóch warstwach, pod warunkiem, że druga jest zdecydowanie grubsza od pierwszej. Ja natomiast nałożyłam trzy standardowe. In The Cab-Ana natomiast kryje już po pierwszej warstwie, ja nałożyłam dwie (tak już mam ),
  • pędzelek: moje egzemplarze posiadają cienki pędzelek (seria profesjonalna),
  • trwałość: to sprawa bardzo indywidualna, więc tego nie będę oceniać. Moje pazurki poszły do zmycia wyjątkowo szybko, ze względu na solankowo-chillową kąpiel jaką im zafundowałam ;),
  • czas schnięcia: nie dane mi było tego sprawdzić, ponieważ jak zawsze wykorzystałam mój niezawodny wysuszacz Essie GTG,
  • zmywanie: Fiji, bezproblemowe. In The Cab-Ana, niestety brudzi skórki, a co gorsza barwi płytkę. Nawet baza nie powstrzymała go przed zafarbowaniem moich paznokci na zielony kolor... Gdyby nie to, byłby ideałem,
  • pojemność: 13,5 ml,
  • dostępność: S-P, Hebe, drogerie internetowe, allegro,
  • cena: stacjonarnie bez promocji lakiery te kosztują 32 - 36 zł, w promocjach można je kupić już od 18 zł (1+1 lub - 40%). W drogeriach internetowych i na Allegro ceny tych konkretnych lakierów zaczynają się od 17 zł. Moje pochodzą ze sklepu nocanka.pl  polecam rzucić okiem na ich stronę, niedawno mieli nową dostawę lakierów :) Od razu dodam, że nie współpracuję z ta firmą a lakiery kupuję sobie sama. Wspominam o tej str ponieważ sama z niej korzystam i jestem zadowolona :)
  • data ważności: 24 m-ce od otwarcia.


 

Reasumując: Fiji jako klasyk polecam każdej z Was. Nie licząc niewielkich problemów podczas aplikacji lakier ten jest pozbawiony wad. In The Cab-Ana urzeka kolorem , konsystencją oraz kryciem. Odstrasza natomiast wizją zielonej płytki.... tu już wybór pozostawiam Wam. Ja pewnie i tak nie raz po niego sięgnę, ponieważ uległam jego urokowi :D



Trzeba przyznać, że trochę się rozpisałam. Tym którzy wytrwali i przeczytali całość, gratuluję :)
Dajcie koniecznie znać czy macie któryś (a może i oba) z tych lakierów i jak spisują się one u Was. No i oczywiście, pytanie dnia, czy i w robicie przetwory na zimę czy to tylko ja zrobię wszystko, by się wymigać od prasowania? Jak zawsze czekam na Wasze komentarze.


Trzymajcie się ciepło i do następnego, M.