22 lutego 2014

Mirror, mirror by Orly... czyli idealna szarość, na pochmurne dni.

Witajcie:)

Dziś przedstawię Wam pierwszego z pięciu lakierów (a raczej wersji mini) od Orly które posiadam. Słowem wstępu napomknę tylko, iż te lakiery zostały moją własnością w dniu 24 grudnia 2012 r. dostałam, od mojej szwagierki, zdecydowanej zwolenniczki tych lakierów:) i cieszyłam się jak dziecko z takiego prezentu. Od niej mam również bazę i top (już się skończył) z tej samej firmy. Tak na marginesie Bonder, to najlepsza baza jaką miałam ever:).
Ale do rzeczy, bo coś mi się zbacza z tematu:) lakierów było 6, ale jeden od razu puściłam w świat bo był totalnie beznadziejny, ale nie o nim dzisiaj.


Kolorek mirror, mirror, to bardzo elegancki odcień szarości. Nie jest to ciemny szary, ani grafitowy. Według mnie to rozbielona szarość, bardzo dyskretna oraz wyrafinowana zamknięta w równie eleganckim flakoniku.
Buteleczka, bardzo poręczna, zwłaszcza jak na miniaturkę. Nakrętka, czarna (już chyba nakrętki mają inne kolory, szary, fiolet?)gumowana, bardzo dobrze wyprofilowana. Lakier jest bezproblemowy w aplikacji, nie smuży, nakłada się równomiernie, pomimo że swoje latka już ma nie zgęstniał i wciąż dobrze się z nim pracuje. Ładnie się prezentuje na paznokciach, nie odpryskuje ani nie ściera się z końcówek. Co by tu jeszcze Wam o nim powiedzieć...


... więc, tak:

  • jest to typowy lakier o wykończeniu kremowym
  • konsystencja: lakier nie jest gęsty, ani rzadki, dla mnie w sam raz, nie rozlewa się na skórki,
  • pędzelek: jak na miniaturkę przystało, krótki, wąski(nie bardzo takie lubię...), za to dosyć elastyczny, więc nie ma problemu z aplikacją lakieru,
  • rozprowadza się równomiernie, jak już wspomniałam nie smuży, nie tworzy nieestetycznych bąbli na powierzchni,
  • czas schnięcia: przyzwoity, ja natomiast (jak zawsze) wspomogłam się wysuszaczem,
  • krycie: wystarczą dwie cienkie warstwy do pełnego krycia,
  • wytrzymałość: wspomnę jak zawsze, że to sprawa bardzo subiektywna, u mnie natomiast utrzymuje około 3 - 4 dni, czyli do kolejnego malowania,
  • data ważności: 36 m-cy,
  • pojemność: 5,3 ml,
  • cena: nie mam pojęcia:),
  • dostępność: na pewno sklep internetowy, czasami się trafi w tk maxx, nie wiem czy gdzieś stacjonarnie można je zakupić, jeśli Wy wiecie, to dajcie znać. (nie wstydzę się przyznać do swojej niewiedzy ;P).





Jakie są moje wrażenia odnośnie tego lakieru, już Wam mówię. Ogólnie, kolor jest cudowny, do aplikacji nie mam żadnych zastrzeżeń, wytrzymałość też  dobra. Czy jest coś co mi nie odpowiada? W sumie to nie ma takiej rzeczy, ale szczerze powiedziawszy gdybym sama miała sobie zakupić lakier w tym kolorze z pewnością sięgnęłabym po coś tańszego. Lakier ten zachowuje się na moich paznokciach zupełnie tak jak każdy inny, więc myślę że można go spokojnie zastąpić czymś mniej kosztownym.
Wiem, że lakiery Orly mają bardzo dużo zwolenniczek, i z pewnością są ku temu powody:), natomiast ja, chyba jestem zbyt prosta kobitka i nie potrafię docenić tak wyrafinowanej marki.







Reasumując: lakier jest bardzo przyzwoity, więc jeśli nie macie oporów przed wydanie większej kwoty na lakier to spokojnie mogę Wam go polecić. Ja natomiast jeśli uda mi się go skończyć (ciekawe kiedy to nastąpi:D ), pewnie będę szukać tańszego odpowiednika.
Moja ocena to: 5- (minus za cenę).

Na palcu serdecznym i kciuku Delia Coral prosilk z limitowanej edycji w numerze M04 - więcej o nim tutaj:) 


 Jako bazę wykorzystałam Bronder od Orly i standardowo Top i wysuszacz w jednym od SH Insta-Dri.


Jakie są Wasze opinie na temat lakierów Orly i czy według Was jest jakaś różnica między oryginalnej wielkości buteleczką a miniaturką? Jak się Wam podoba szaraczek na paznokciach?
Jak zawsze czekam na Wasze komentarze.


Trzymajcie się ciepło i do następnego, M.